Żyjemy, umieramy, tacy sami do granic z planami,
Ich wartość jest ważna, dopóki je mamy
Czasem słowami się chcemy odchamić,
Nerwy szargają, ból boli jak przedtem
Z braku kontroli chlejemy zmieniając miejsce
Już tylko my i nic więcej skazani na siebie w drodze
Na szczyt, z pamięcią nędzy i w nędzy wdychamy, powietrze
Zostawia gorycz, życie daje w kość, nie fory
oznaka słabości – złość, każdy jest na nią chory
i wiem że w tłumie prócz moich znajomych, ktoś zrozumie jeszcze,
życie to syf więc z brudu pragnie wyciągnąć Ci szczęście
Pędzę, i się męczę, przed życiem, czuję tu zaszczyt
Gdyby zmęczenie było miarą sukcesu to samo zachwyt
Czekam na dzień gdy popatrzę z góry na szczyt,
Bo dopiero spełnione cele, to dla mnie spełnienie prawdy
I postawię na to wszystko, choćby życie zmiażdżyć
Świata nienormalność sprawia że jestem normalny.
-SULIN








